|
|
|
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Raz czy dwa? - spróbowała zażartować, ale głos jej zadrżał. Chwycił ramiączko jej letniej sukienki. Carolyn zamarła, niezdolna do myśle- nia. Zatonęła w jego oczach i przypomniała sobie krótki okres ich małżeństwa. By- ło wspaniale, ich noce były cudowne. Teraz było nawet lepiej, bardziej kusząco, bardziej namiętnie. Wiedziała bo- wiem, czego może się spodziewać. - Może więcej razy - wyznał Nick zduszonym głosem. - W zasadzie od naszego pocałunku przed klubem myślę tylko o tobie. Chyba nie powinniśmy byli się godzić na wspólne mieszkanie, nawet przez kilka dni. - Po- stąpił kolejny krok w jej kierunku. - Dlaczego nie potrafię o tobie zapomnieć, Ca- rolyn? - Powiedziałeś mi kiedyś, że masz fotograficzną pamięć - wyjąkała. Boże, dobrze, że nigdy nie musiała mierzyć się z nim w sądzie. Za każdym razem przegrywałaby z kretesem. - Być może. A może dlatego, że nigdy nie zapomniałem o tym. - Pochylił głowę i ją pocałował. Ten pocałunek znacznie różnił się od poprzedniego. Nie był słodki ani po- spieszny, nie miał jej skłonić do zastanawiania się. Po prostu zwalił ją z nóg. Dał jasno do zrozumienia każdej komórce jej ciała, że Nick nadal jej pragnie. Objęła go w pasie i uniosła lekko podkoszulek, aby dotknąć jego nagich pleców. Przejechała palcami wzdłuż kręgosłupa i linii ramion, rozkoszując się ciepłem jego skóry. Boże, jak ona za tym tęskniła. Nick całował ją coraz goręcej, jego ręka ześliznęła się i objęła jej pierś. Zmy- sły Carolyn eksplodowały. Wygięła plecy w łuk, aby lepiej czuć jego dotyk. Drugą S R rękę Nick zanurzył w jej włosach. Gdy zegar w holu wybił pełną godzinę, Nick odchylił się i uśmiechnął. - Mniej więcej właśnie o tym myślałem. - Ja też. - Po co kłamać? I tak wyczytał już prawdę z jej rozszerzonych zrenic, przyspieszonego pulsu i urywanego oddechu. Patrzył na nią pociemniałym wzrokiem. - Jeśli mamy razem mieszkać, musimy ustalić kilka podstawowych zasad. - Zasad? Przesunął palcem po jej obrzmiałych wargach. - Jeśli będziemy się tak zachowywać, nie zdołam utrzymać rąk z daleka, a przy małym dziecku może to być kłopotliwe. Carolyn odsunęła się, aby odzyskać zdolność logicznego myślenia. - Masz rację. Bobby będzie tu lada chwila. Przez następnych kilka dni mamy bawić się w szczęśliwą rodzinę, ale nie powinniśmy się posuwać za daleko. - Czy też udawać coś, czym nie jesteśmy. - Spojrzał na nią badawczo. - Czyli na przykład szczęśliwe małżeństwo. Czy naprawdę przy każdej rozmowie muszą do tego wracać? - Masz rację - powiedziała, podnosząc walizkę. Wracają do interesów, ignorując to, co mogłoby się wydarzyć. Nick ma rację. Odgrywanie radosnej pary może się dla nich obojga skończyć kłopotami albo, co gorsza, złamanym sercem. Zresztą czego się spodziewała po tych pocałunkach? Bobby za kilka dni wróci do mamy, a ona i Nick do swojego życia i pracy. Rozdzwięk, który zapanował po- między nimi trzy lata temu, nadal jest ogromny. Nick pozostał beztroskim impre- zowym facetem i nadal nie rozumie, ile znaczy dla niej jej kariera. Nie słuchał jej trzy lata temu, nie zamierza zacząć słuchać jej teraz. Przecież chcą od przyszłości zupełnie różnych rzeczy. Nick pochodzi z dużej rodziny, wyznał jej kiedyś, że chciałby mieć taką samą. Jego obszerny dom jest S R jednoznacznym tego dowodem. Ona nie zaryzykowałaby tego zarówno z powodu pracy, jak i dlatego, że nie czułaby się dobrze w roli matki. Wspólne życie raczej nie jest im sądzone. - Powinnam się chyba rozpakować, żebyśmy mogli skupić się na Bobbym, gdy tylko się pojawi. Jeśli o mnie chodzi, tego pocałunku nie było. Nick zacisnął usta. - W tym właśnie jesteśmy najlepsi, prawda, Carolyn? W udawaniu, że nic pomiędzy nami nie zaszło. Zanim zdołała odpowiedzieć, chwycił jej walizkę i ruszył w kierunku scho- dów. ROZDZIAA DZIEWITY Działanie pod wpływem impulsu nie prowadzi zazwyczaj do niczego dobre- go. Teraz Nick mógł myśleć tylko o tym, co czuł, gdy trzymał Carolyn w ramio- nach. Przytuliła się do niego, dotykała go i oddała pocałunek. Przez jedną słodką chwilę znów do niego należała. A potem dała znać o sobie rzeczywistość i wrócili do punktu wyjścia. Tyle że teraz Carolyn używała jako swej tarczy Bobby'ego. Wszędzie chodzili we troje, tak żeby nie musiała przebywać z Nickiem sam na sam. Gdy tylko Bobby dotarł na miejsce, Carolyn stwierdziła, że powinni wrócić do parku i wyprawić obiecany piknik Zapakowali więc nieco jedzenia do przeno- śnej lodówki, wzięli koc i pojechali. Po kolacji Nick odniósł lodówkę do samochodu i zaczęli szukać miejsca, z którego najlepiej będzie widać fajerwerki. Słońce chyliło się ku zachodowi, zanu- rzając świat w purpurowej poświacie. - W zeszłym roku nie widziałem fajerwerków - powiedział cicho Bobby, gdy schodzili ze wzgórza. - Wtedy zginął mój tata. S R Nick spojrzał na Carolyn, w jej oczach pojawiły się łzy. Pierwsza odwróciła wzrok, znów próbując ukryć swoje uczucia.
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plcs-sysunia.htw.pl
|
|
|
|
|
Podobne |
|
|
|
|